piątek, 30 października 2015

Rozdział 32

Jest notka kochani! :* Przepraszam za spóźnienie, ale wybaczycie mi prawda? :( Mam nadzieję, że się spodoba! ;) Nie przedłużam. Czytajcie! I pamiętajcie K.O.M.E.N.T.A.R.Z.E!!!! :D Miłego czytania! :*
***
Po tej jednej jedynej próbie James więcej nie prosił mnie o pomoc w nauce. Może zrozumiał, że nie życzę sobie takiego zachowania? Nie przejmowałam się nim. W tamtej chwili najważniejsza dla mnie była nauka. Egzaminy były, co prawda za dwa miesiące, ale ja nigdy nie robiłam nic na ostatnią chwilę. Zauważyłam, że ostatnio moje przyjaciółki nie mają dla mnie czasu. Spędzają go ze swoimi chłopakami, a że ja nie miałam na to ochoty, nie widywałam się z nimi prawie wcale. Nawet w dormitorium nie mogłyśmy porozmawiać, gdy ja się budziłam one jeszcze spały, gdy ja się kładłam ich jeszcze nie było, a na zajęciach nie pogadamy, wiadomo. Z początku nie przeszkadzało mi to, bo dużo się uczyłam i nie zważałam na to, ale po pewnym czasie, gdy robiłam sobie przerwy w nauce i zwyczajnie leżałam na łóżku docierało do mnie, jak bardzo jestem samotna. Nie chciałam wyjść na idiotkę, więc nie mówiłam nic dziewczynom. Może liczyłam, że to one pierwsze coś zrobią w tym kierunku? Nie mam pojęcia. Wiedziałam, że tak się nie stanie, ale jednak ta cicha nadzieja, gdzieś we mnie tkwiła. Któregoś wieczoru siedziałam w dormitorium. Sama oczywiście. W sumie to się nudziłam, więc postanowiłam zrobić porządek we wszystkich swoich rzeczach. Przeglądałam wszystkie zdjęcia, papiery, ciuchy, biżuterię. Wszystko. Włączyłam płytę mojego ulubionego zespołu i oglądałam akurat zdjęcia od pierwszej klasy w Hogwarcie. Nie mogłam, a nawet nie chciałam powstrzymywać łez. Wspomnienia sprawiły, że strasznie zatęskniłam za przyjaciółkami. Uświadomiłam sobie, że nie rozmawiałam z nimi już od kilku dni. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju, miałam nadzieję, że to któraś z dziewczyn, ale ku mojemu zdziwieniu był to Remus.
- Nie wiem, gdzie jest Ann.- Powiedziałam, tłumiąc łzy.
- Nie przyszedłem tu w jej sprawie.- Odpowiedział cicho.- W zasadzie ja też nie wiem, gdzie się teraz podziewa. Zauważyłem, że ostatnio w ogóle z nami nie przebywasz, nie rozmawiasz z dziewczynami. Coś się stało między wami?
„Dlaczego on musi mnie widzieć w takim stanie?!” pomyślałam.
- James się stał. Nie mam ochoty go widywać. Dla niego liczy się tylko podryw. Nie jest w stanie zrozumieć, że nie mam ochoty się z nim umawiać. Ciągle gra w jakieś swoje gierki. Jednego dnia jest super, świetnie, a drugiego kłócimy się, a on staje się arogancki i niemiły wobec mnie.- Zdziwiłam się, że aż tak otworzyłam się przed Remusem, który siedział teraz obok mnie i mnie obejmował.- On jest waszym kumplem, więc przesiaduje z wami, a ja nie mam ochoty go widywać, więc oddalam się również od dziewczyn, które widocznie wolą spędzać czas z wami niż ze mną. Ale rozumiem. Miłość ponad wszystko, nawet przyjaźń. Nie chodzi mi o to, że mają z wami czasu nie spędzać, ale naprawdę nie mogą przyjść wieczorem ciut wcześniej, żeby ze mną chociaż posiedzieć w tym cholernym pokoju?! W ciszy, skupione każda na swoim zadaniu, ale RAZEM?! Nie jestem zła, tylko mi zwyczajnie przykro.
Mówiąc to, łzy leciały jedna za drugą. Remus przez cały czas milczał, dając mi tym samym możliwość wygadania się. Gdy w końcu dałam mu dojść do słowa, powiedział:
- Całkowicie cię rozumiem. Nie wiem, jak się czujesz, mogę sobie tylko wyobrazić, ale rozumiem, że czujesz się odrzucona. Mam tylko jedno pytanie. Dlaczego to ty nie wykonasz tego pierwszego kroku?
Nawet nie zauważyłam kiedy przenieśliśmy się na moje łóżko i leżeliśmy oboje, patrząc w sufit.
- Nie chcę wyjść na idiotkę, dając tym samym Jamesowi satysfakcję.
- Dlaczego wszystko kręci się wokół tego pajaca?- Zapytał.
- Myślałam, że się przyjaźnicie, a ty tak go nazywasz?
- Przyjaźnimy się, ale wiem jaki potrafi być wkurzający. Naprawdę Lily, nie bronię go, ale on jest bardzo fajnym chłopakiem. Rozpieszczonym trochę, ale fajnym. Może gdybyś dała mu szansę, żeby go poznać to by było inaczej?
- Dawałam mu taką szansę wiele razy.- I znów płakałam.
- Hej! Nie płacz!- Wstał i podał mi rękę.- Chodź.
- Dokąd? Nie mam na nic ochoty.- Mruczałam pod nosem.
- Nie ma gadania! Idziemy!
Na korytarzu zawiązał mi oczy jakąś opaską. Ufałam mu i dałam się poprowadzić. Szliśmy z dobre dziesięć minut.
- Poczekaj tu.- Nakazał mi i gdzieś poszedł.
Nie wiedziałam, gdzie jestem, ale nie zdejmowałam opaski. Po chwili Remus wrócił i prowadził mnie dalej. Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia to było pewne, ale byłam strasznie ciekawa, dokąd mnie zaprowadził. W końcu zdjął mi opaskę, a moim oczom ukazał się niesamowity widok. Przede mną stał mały stoliczek, przykryty białym obrusem. Na stoliku stały pozapalane świeczki, wokół nich było kilka potraw. W pokoju panował półmrok. Remus podszedł do mnie z jakimś małym pudełeczkiem.
- Wszystkiego najlepszego.- Powiedział i się uśmiechnął.
„Właśnie! Dzisiaj kończę piętnaście lat!” pomyślałam. Remus podarował mi złotą bransoletkę z moim imieniem. Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo byłam zaszokowana, więc wykrztusiłam tylko „dziękuję”. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nikt mi nie złożył życzeń, począwszy od rodziców, a kończywszy na moich przyjaciółkach. Właśnie przyjaciółki. Rozumiem nie rozmawiać ze mną, ale o urodzinach zapomnieć? Znów mi było przykro, ale Remus zaprosił mnie do stolika i zaczął opowiadać różne śmieszne historie, żebym się rozweseliła. Był cudownym przyjacielem. Tego właśnie potrzebowałam. Rozmowy, śmiechu z kimś bliskim, na kim mogę polegać. Po kolacji odprowadził mnie pod dormitorium. Staliśmy jeszcze przez chwilę i rozmawialiśmy aż w końcu przytuliłam się do niego i powiedziałam:
- Dziękuję ci za wszystko.
- Nie ma sprawy Lily. Jeśli znowu będziesz miała chwilę załamania to wiesz, gdzie mnie szukać.- Mrugnął do mnie, odwrócił się i poszedł do siebie.
Gdy weszłam do dormitorium byłam strasznie zdziwiona tym, co zobaczyłam. Nie mogłam ukryć zadowolenia i łez. Przynajmniej teraz były to łzy szczęścia.
***
Staliśmy na błoniach. Robiło się już ciemno.
- Cholera! Nadal nie wiem jak ich skłócić.
- Jessica daj spokój.- Powiedział Carl.
- Po czyjej jesteś stronie?! Ta debilka nie chce mi pomóc, więc jesteś moją jedyną nadzieją.
- Myślałem, że się przyjaźnicie?
- Żartujesz sobie? Ja i Emily? Haha! Proszę cię ona jest dla mnie nikim, ale zadaję się z nią, bo to jest córka szefowej mojej mamy i nie chcę, żeby moja mama straciła pracę, bo ta idiotka coś nagada swojej mamie. To jak? Pomożesz? Właśnie wymyśliłam genialny plan.
- Ciekawe jaki.- Prychnął.
- Bardzo prosty. Powiesz Syriuszowi, że Dorcas cię pocałowała i podrywała, a ja powiem Dorcas, że Syriusz mnie całował i podrywał. W końcu tak się pokłócą, że nie będą chcieli nawet nic wyjaśniać. Zgoda?
- Eh.- Westchnął.- Niech ci będzie.
***
- Niespodzianka!- Krzyczały.- Wszystkiego najlepszego nasz ty rudzielcu!!
Dor podbiegła do mnie i jako pierwsza złożyła mi życzenia. Zaraz po niej podbiegły do mnie Ann i Alicja. Byłam za nimi tak stęskniona, że nie chciałam prezentu. Ważne, że były tu ze mną.
- Boże! Jak ja za wami tęskniłam!
- My za tobą też Lilka!
- No nie wiem .. – Mina mi nieco zrzedła.- Nie odzywałyście się do mnie. Myślałam, że wolicie chłopaków, a ja jestem ta mniej ważna.- Dodałam cicho.
- Co za bzdury opowiadasz?!- Powiedziała Alicja podchodząc do mnie i znów mnie przytulając.- Jesteś dla nas najważniejsza! Chrzanić chłopaków! Wiemy, jak mogłaś się czuć, ale myślałyśmy, że chcesz się uczyć .. Ciągle przesiadywałaś w dormitorium przy książkach no i jeszcze James ..
- Wiem, wiem. Za nic was nie winię. Kocham was i nie mogę się na was długo gniewać.
Reszta wieczoru upłynęła spokojnie. Oczywiście musiałyśmy wszystko obgadać. Okazało się, że rodzice podesłali dla Dorcas mój prezent. Nie wiem tylko dlaczego. Postanowiłam, że jak tylko rano wstanę to do nich napiszę. Dostałam od nich białą bluzę w kwiatki i czarne spodnie rurki. Dziewczyny wypytywały mnie o Jamesa, a ja pytałam je o ich chłopaków. Niczego nowego się nie dowiedziałam poza tym, że Alicja i Frank ostatnimi czasy często się kłócą. Podobno Alicja rozmawiała z jakimś chłopakiem z siódmej klasy, a Frank jest strasznie zazdrosny.
Nasz spokój przerwała jakaś wysoka blondynka z piątego roku, która wparowała do naszego pokoju bez pukania.
- Dorcas!- Krzyknęła zdyszana.- Syriusz …
- Co z nim?
- Ej chwila kim jesteś?- Zapytała Ann, nie ukrywając swojej złości.
- Nie twoja sprawa. Dorcas, Syriusz właśnie mnie podrywał, a na koniec pocałował!
- Niee. Syriusz by mi tego nie zrobił.
- Idź do niego i zapytaj, ale na bank się wszystkiego wyprze, bo kazał mi nie mówić o tym, ale ja chciałam być wobec ciebie fair.
- No jasne .. Gdzie on jest?
-Przed chwilą był w pokoju wspólnym.
Cała nasza piątka zeszła do pokoju wspólnego, w którym rzeczywiście siedział Syriusz. Gdy podeszłyśmy nawet nie spojrzał na Dorcas.
- Skarbie możemy porozmawiać?- Zapytała Czarna.
- Nie mamy o czym. Z nami koniec.
- Słucham?! Pocałowałeś raz jakąś dziewczynę i od razu ze mną zrywasz?! To ja powinnam zerwać za to z tobą jeśli już!
- Ja pocałowałem inną? To ty podrywasz chłopaków i się z nimi całujesz! Myślałem, że mnie kochasz!
- Bo kocham debilu!
- Ta? Jakoś przed chwilą rozmawiał ze mną pewien chłopak i powiedział, że wczoraj się z nim spotkałaś i zaczęłaś flirtować, a na koniec go pocałowałaś!
- Ale ty jesteś głupi!
Wszyscy obecni w pokoju wspólnym przypatrywali się naszej kłótni.
- Tak. Głupi, że z tobą byłem ..
- Nie, nie dlatego. Miałam na myśli, że głupi, bo cały wczorajszy dzień spędziłam z tobą, więc nie ma szans, że z kimkolwiek innym się spotkałam! Ale skoro ty żałujesz, że ze mną byłeś to ja cię nie zatrzymuję! Droga wolna! Możesz się lizać z kim chcesz! Mi już nie zależy!- Odwróciłam się na pięcie i poszłam z powrotem na górę, żeby nikt nie zauważył, że płaczę.
- Cholera Meadows!- Syriusz zaczął iść w jej stronę, ale go powstrzymałam.
- Nie. Ja pójdę. Ty pogadaj z tą dziewczyną.- Wskazałam na blondynę.
***
- Dor?- Zapytałam, wchodząc do pokoju. Nie odpowiedziała mi, ale słyszałam ciche chlipanie za kotarą jej łóżka.- Ej. Mogę?
Ledwo usłyszałam jej ciche „mhm”. Odsłoniłam kotary i ułożyłam się obok niej. Dorcas położyła głowę na moim brzuchu, a ja zaczęłam bawić się jej włosami. Leżałyśmy w milczeniu. Wiedziałam, że nie chce pocieszenia. Potrzebowała się wypłakać, a na rozmowę jeszcze przyjdzie pora.
***
- Co to było?!- Krzyczałem.- Co to za akcja?!
Stałem naprzeciwko Jessici i Carla. Znałem ich, bo ich rodzice pracują w Ministerstwie Magii i oboje tym się chwalą. Żadne z nich nie odpowiedziało na moje pytanie. Mimo to, że byłem młodszy od Carla byłem od niego wyższy i silniejszy, więc miałem przewagę.
- Pytam jeszcze raz. O co chodziło z tą chorą akcją?!
- N- nic.- Wyjąkał Carl.- Pytaj Jessicę.
- Nie wymigasz się frajerze.- Powiedziała Jessica.
- Panuj nad sobą Jessica.- Powiedziałem.- Powiecie ładnie po co to zrobiliście czy mam iść wykraść Veritaserum dla Slughorna?
- Dobra powiem ci. Chciałam cię skłócić z Dor, bo to ja powinnam być twoją dziewczyną!-
- Ty jesteś popieprzona! Jestem szczęśliwy z Dorcas to ty musisz coś wymyślić, żeby nas skłócić! Nie jestem tobą zainteresowany! Myślałem, że dałem ci to do zrozumienia, jak ostatnio próbowałaś się ze mną umówić? Jeszcze wciągnęłaś w to Carla! Znam go na tyle, że wiem, że czegoś takiego by nie wymyślił sam. Posłuchajcie. Trzymajcie się z dala ode mnie i moich przyjaciół jasne?! Jeszcze jedna taka akcja, a inaczej pogadamy!- Powiedziałem i podszedłem w stronę dormitorium dziewczyn.
Gdy wszedłem na górę chciałem zapukać, ale zawahałem się. „A może ona potrzebuje czasu? Nie chcę jej denerwować, a tym samym pogorszyć sytuacji. Kurde co robić? Eh. Skoro już tu jestem to z nią pogadam” pomyślałem i zapukałem dwa razy. 

4 komentarze:

  1. Super! ^^ Kiedy nowy? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na blogu http://lily-james-i-ja.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział. Zapraszam do czytania :)

    Anna M. Waldorf

    OdpowiedzUsuń